Ile to już razy opowiadałam naszą historię? I po co..?
Dziesiątki! Po to,żeby samą siebie upewnić,że nie śnię i po to, żeby innym dać nadzieję.
Chcecie bajki? Oto bajka.
Beata lat 51. Rozwód w 2002. To ominę.
Potem życie. Pasmo dni wypełnionych opieką nad dziecmi, pracą i tęsknotą. Za czymś. Za miłością...
I przekonaniem, że nie ma już porządnych mężczyzn. Nie ma udanych związków. Każdy napotkany, z którym zaczynałam coś budować, okazywał się potwierdzeniem tej teorii. Po kilku uczuciowych katastrofach postanowiłam! Zostanę sama!
Do końca Świata i po kres dni moich. Bo nie ma miłości!
Tak minęły lata. Na wzlotach i upadkach. Upadków było więcej.
Dzieci dorosły. Skupiłam się na pracy w ukochanym przedszkolu, odpusciwszy sobie randki, facetów i tę całą cholerną miłość. A czas uprzyjemnialam sobie pisaniem wierszy.
Tak, tak... Nawet odważyłam się założyć stronę na Facebooku zatytulowaną "W lekkim stanie nieważkości" i tam nieśmiało zaczęłam je wstawiać. I okazało się, że ktoś je czyta! Właściwie sporo osób. A jedna najintensywniej. Mężczyzna, jak się domyślacie.
Inteligentnie komentował, uprzejmie chwalił. Kultura, klasa i styl.
Proste lajki na FB przerodziły się w rozmowy. Łączyło nas podobne spojrzenie na świat, poczucie humoru, przeczytane książki, obejrzane filmy. I jeszcze coś... Krynica Morska!
Do której ja, bezrozumnie zakochana w tym miejscu, od 30 lat jeździłam na wakacje. A Piotr (bo w końcu przeszliśmy na Ty) historyk sztuki, uzdolniony projektant biżuterii i poławiacz bursztynu (nietuzinkowy zawód,prawda?) mieszkał i prowadził Galerię na Desce.
Początkowe rozmowy o wierszach zmieniły się w bardziej prywatne. Dzień zaczynał się porannym "Dzień dobry" i kończył wieczornym "Dobranoc", przeciąganym do późnej nocy. Czekałam na te rozmowy. Oboje czekaliśmy. Uzależniały nas i pociągały. Trwało to kilka tygodni. Któregoś dnia Piotr zaproponował, żebym na parę dni przyjechała do Niego. Nie ukrywam, że przeraziłam się.
A co będzie, jeśli wirtualne zauroczenie pryśnie? Jeśli rzeczywistość rozczaruje? Znowu?
Tylko, po co w takim razie brnąć w ułudę?
Postanowiłam zaryzykować i... pojechałam!
Zestresowana, pełna dylematów i obaw, przez 390 km układałam wszystkie możliwe scenariusze pierwszego spotkania. Nawet z wersją szybkiej ewakuacji.
Niepotrzebnie.
Przywitał mnie, jak kogoś kto wraca do domu po długiej podróży.
A ja czułam się, jakbym do domu wróciła.
Inteligencja, ciepło, dobroć... wszystko to co widziałam na odległość - było. Było też coś więcej. Poczucie bezpieczeństwa i bliskości.

- Mam nieodparte wrażenie, że Cię skądś znam...
- Wiesz... kiedy 9 lat temu byłam tu na wakacjach, była w porcie wystawa bursztynu. Stał tam mężczyzna i trzymał w rękach bursztyn wielki jak bochen chleba.
Podał mi go i powiedział "Proszę tu przyjechać zimą, Bałtyk to morze północne..."
- "...tu się przyjeżdża zima a nie latem..."Wiedziałem, że Cię skądś znam! Taki kolor oczu widziałem tylko raz w życiu!


To nie bajka. Los faktycznie kiedyś postawił nas naprzeciw siebie. Nie zauważyliśmy tego.
Ktoś zadecydował widać, że należy nam dać drugą szansę...
Na moje 50 urodziny dostałam klucz od domu.
Zostawiłam za sobą poprzednie życie.
Mieszkam w Krynicy Morskiej już od roku.
Z Piotrem.
Istniejemy naprawdę!
Jeśli chcecie nas poznać, zapraszam!
Galeria na Desce mieści się w Hotelu Continental przy ul Przyjaźni 30 w Krynicy Morskiej.
Możecie nas tam spotkać.
I wtedy opowiemy Wam te historię na dwa głosy.
Pozdrawiamy!
Beata Zwierowicz i
Piotr Sobaczyński